poniedziałek, 24 czerwca 2013

Epidemia myślenia

Dzień jak co dzień, powiesz. No tak, tylko, że dziś deszcz pada. No tak, przecież chciałaś, to pada, powiesz. No pada. Chłodniej jest, można oddychać. Można? To czemu ciągle tak trudno? Czemu tam w środku jest taka wielka bryła lodu, która podchodzi do serca, zamraża, idzie wyżej i wyżej. Łapie za tchawicę, nie pozwala oddychać. Nie można nic. Zupełnie nic.

(nie możesz tak dalej, trzeba coś postanowić)

Nie potrafię. Nie potrafię osiągać niemożliwe. Rezygnacja? Czy można tak po prostu zrezygnować z pragnień? Tak po prostu to nie, nie można. Ale tak nie po prostu to czasem nawet trzeba.

(a jeśli myślisz, że masz wszystko… to wtedy naprawdę masz wszystko)

A może wtedy należy popatrzeć jeszcze raz. I jeszcze raz. I wtedy nagle nie ma wszystkiego. Zostaje tylko taki posmak tego, że przez ułamek czasu miało się wszystko. Tak na chwilę, miało się naprawdę wszystko.

(właśnie jestem w fazie niesprecyzowanych pragnień, myśli, zamyśleń, niepewności)
(a u nas pada i dużo myślę. chyba pójdę spać)


epidemia myślenia

Brak komentarzy:

Prześlij komentarz