wtorek, 21 kwietnia 2015

wszytko już było

Dotarło do mnie dziś, że już miałam wszytko. Miałam. Byłam kochana, zakochana, umierałam z miłości, ale się jej nie poddałam (bo ile razy można umierać?) Miałam marzenia, miałam motyle w brzuchu, miałam ciebie Nadziejo - byłaś mi nawet potrzebna. Tęskniłam tak bardzo, że aż brakowało oddech, tak bardzo, że łzy same spływały po policzku. Byłam zła na siebie, na ciebie, że nie jesteś tu, tylko tam. Byłam wściekła na wszystkie sploty losu, na ludzi, na życie, na to, że nigdy nie ma dobrego czasu na bycie. Byłam szczęśliwa przeogromny szczęściem... byłam?

To całkiem ciekawe spojrzeć na swoje życie z dystansem i stwierdzić, że tyle już się przeżyło, że nie trzeba już nic więcej. To nie jest rezygnacja. To takie swoiste rozliczenie i uświadomienie sobie, że mam wszystko na co sobie zapracowałam, że już nie muszę za niczym ani za nikim tęsknić. Mam to, co mogę mieć i więcej nie będzie (tak, wiem, powtarzam się). Po raz kolejny dotarło do mnie, że "nieczekanie" może być tak bardzo pozytywne, tak bardzo twórcze i tak bardzo dobre.

Nie myśl jednak, że nie mam już marzeń. Oczywiście, że mam. Chciałabym nowe drzwi, pomalować kuchnię, nową szafę. O! rower też bym chciała. Bo ja taka bardzo pragmatyczna jestem. Nie bujam w obłokach i nie mówię, że trzeba zmieniać świat. Ja tego nie chcę, nie potrzebuję. Nie mam ochoty walczyć z wiatrakami, już nie. Wszystko się tak bardzo wyciszyło, a to dziwne, bo mamy wiosnę. A na wiosnę trzeba się zakochać. Ale ja przecież kocham! Kocham siebie, życie, ciebie. Kocham to co mogę mieć, bo całą resztę już miałam.  
(miałam nawet zazdrość, a to najgorsze ze wszystkiego, więc ją wyrzuciłam przez okno, z drugiego piętra. Trochę ją bolało jak upadła. Pewnie się jeszcze do dziś zbiera, z chodnika)

wszytko już było

umieranie z miłości, też było

niedziela, 29 marca 2015

List w przestrzeń wszechświata (to nie jest wołanie o pomoc)

Are you with me?

Jestem falą na oceanie przestrzeni, jestem drgającą struną, które powinna dopasować swoją częstotliwość do innych strun. Musi, albo nie. Zawsze jest wybór.  Mnie się nie udało, albo to życie zadecydowało za mnie? Oczywiście, że łatwiej powiedzieć, że to los, to fatum, to coś gdzieś tam w przestrzeni wszechświata mówi jak ma być, rzuca kośćmi i bawi się w najlepsze. Tylko czy ja tak chcę? Czy życie, nad którym się nie panuje mi odpowiada? Czy zdanie się na łaskę i niełaskę bogów jest dla mnie?

Jestem silna, jestem zdecydowana, jestem pewna (siebie). Are you with me? Podążanie wytyczoną ścieżką nie jest łatwe. Nie musi być. Wystarczy, że się da, że można co dzień zrobić kilka kroków, że się idzie, do przodu, do przodu, ciągle przed siebie (bez zadawania zbędnych pytań, na które jest tylko jedna odpowiedź). Jest dobrze wtedy, kiedy sobie uświadamiam, że już nic innego nie dostanę, nic już nie będzie. 

Nadziejo, wiesz, że dzisiaj nie czekam na ciebie? Dzisiaj jest ten dzień, ten czas, kiedy możesz spać spokojnie, bo nie jesteś mi potrzebna. Dzisiaj wiem, że wszystko co miałam dostać, już dostałam, już było. I wiesz co, Nadziejo moja, jest dobrze. Mogę patrzeć na zachód słońca i podziwiać jego piękno, bez myślenia co będzie jutro, czy będzie jutro? Mogę snuć plany, mogę mieć marzenia. Wszystko jest łatwiejsze, jak się zrezygnuje z niemożliwego. 

Are you with me? 
Nie musisz odpowiadać, przecież ja wiem.      

środa, 18 marca 2015

Ukradkowym spojrzeniem uraczę cię dziś (tyle z tego zostało)

Wybiegła w zielonej koszuli na łąkę pełną maków. Rozłożyła ramiona i kręcą się dookoła chwaliła Słońce. Za to, że jest takie wielkie, takie ciepłe, takie jaśniejące. Cieszyła się z pięknego poranka i pełna dobrych myśli wpatrywała się w horyzont. Tak bardzo oczekiwała, tak bardzo pragnęła...


...
...
...



Zobacz, coś nie tak wyszło. Gdzieś zostały marzenia, gdzieś zapodziały się myśli nieskładne, gdzieś zgubiła się nadzieja. Wszystko jest gdzieś, tylko nie tu. 

czwartek, 12 marca 2015

A w ustach słony smak rozczarowania

Pomalowanymi paznokciami pragnę pamiętać, a jednocześnie zapomnieć. Jestem kobietą. Turkusowym kolorem zamalowuję irytację. Jestem człowiekiem.

Zasypiając po swojej stronie łóżka próbuję przełamać granicę strachu? samotności? ile jeszcze?

Dlaczego zawsze zastanawiamy się co będzie dalej? dlaczego zawsze, ale to zawsze chcemy mieć plan na jutro, na siebie, na świat? Na swoją świetlaną przyszłość. Chcemy tworzyć i być podziwiani. Chcemy, chcemy, chcemy.  Dlaczego tak bardzo boimy się tego, że tam może już nic nie ma dla nas, dla mnie?

Nadziejo, matko głupich i naiwnych. Matko tych, którzy nie boją się marzyć, a jednocześnie stawiają przed sobą tak bardzo nierealne cele. Nadziejo, zapomniałaś o mnie, prawda? Ja, Twoje niewdzięczne dziecię składam u Twych stóp wiosenne żółte krokusy. Zostawię w Twoich rękach moje jutro, moje dziś, moje wszystko.  Zostawię i tak będę czekać. Tak. Na czekanie jeszcze mam trochę siły.


A w ustach słony smak rozczarowania... sobą.  

niedziela, 1 lutego 2015

Paróweczka

(uwaga! tekst bez ładu i składu)

Paróweczka ze świnki bez osłonki. To nie ma sensu, prawda? (a już słyszę Twój śmiech) A chcesz, żeby miało? Musi mieć? Czy wstawanie w niedzielę o 8 rano też nie ma sensu? A to zależy, odpowiesz. Tak więc wracamy do początku. Wracamy do stwierdzenia, że "wszystko zależy" od wszystkiego. Od punktu widzenia, siedzenia, od nastroju, od prawdy ogólnej i szczegółowej, od tego czy pada deszcz (śnieg) czy świeci słońce. Prawda to. Wszystko od czegoś zależy (a ja zależę od Ciebie)

Dziś było ładnie. Dziś był długi spacer, z odrobiną myślenia. O czym? O tym, że ciężko się idzie po śniegu, bo się buty zapadają (ale nie przemokły, dobre buty!), że samemu to i dobrze, i źle na tym świecie, że czasem coś wejdzie do głowy (jakaś taka myśl uporczywa) i nie chce odejść, że chcę czy nie chcę, to pojedziesz i będę musiała sobie radzić, że (mam nadzieję!) już niedługo wiosna i wszystko będzie łatwiejsze. Dlaczego łatwiejsze? Bo wiosna przynosi nowe. Dużooo nowego! (nie zawsze dobre to nowe jest, ale teraz mogę myśleć, że to będzie dobre nowe). Wiosna przynosi słońce, niebieskie niebo, zieleń i uśmiechniętych ludzi. I to jest dobre.  I tak ma być. No. (a odkryłam ostatnio, że lubię czerwone wino. i to też jest dobre)

I trzeba zrobić coś konstruktywnego. Pomalować pokój, jeden, drugi, zalepić dziury. Tak, trzeba zrobić coś konstruktywnego, to wtedy wszystko nabierze większego sensu. Prawda?

czwartek, 8 stycznia 2015

List miłosny

Kochana Moja Nadziejo,

wyobraź sobie, że mnie nie ma, że Ciebie nie ma, że nic nie ma. Jest tylko bezkresne pustkowie, które straszy ciszą, w której chowają się przeraźliwe myśli. Wyobraź sobie, że każda taka myśl jest o czymś innym. I nagle wszystkie te myśli chcą, żeby je wysłuchać. A Ty, Nadziejo Moja, nie potrafisz. Nie jesteś w stanie, za dużo tego. Tak bardzo za dużo. (tempo życia zabija marzenia, zabija ulotność, eteryczność czasu, zabija marzenia)  

Czasem nie można samemu iść przed życie. Czasem potrzeba tego ramienia, tej podpory. Dlatego, Nadziejo Moja, zaczynam od nowa wierzyć w Ciebie. Zaczynam chcieć, żebyś była realna, bardziej niż do tej pory. Bądź przy mnie, zawsze. Nawet kiedy Cię nie potrzebuję, bądź przy mnie. Tul i otulaj, głaszcz po głowie, i szeptaj do ucha, że 'będzie dobrze'. Bądź. Trwaj. Nie opuszczaj. Nawet wtedy, kiedy zacznę wątpić, kiedy już nie będę chciała powstać. Nawet wtedy...  zostań. (w oddaleniu, w zapomnieniu, znikam, z życia, pomalutku, ukradkiem, odchodzę...)

Będziemy razem przemierzać kilometry przestworzy, będziemy bujać w obłokach i na obłokach, będziemy tworzyć tęczę i takie chwile, które nigdy nie dadzą o sobie zapomnieć. Będziemy, prawda? (brak Ciebie owocuje niedostosowaniem uczucia do rzeczywistości)

Uciekasz mi, a ja tak bardzo chciałabym Cię złapać, zatrzymać, nigdy już nie oddać. Możliwe? Sprawmy by niemożliwe stało się możliwe, by doba miała więcej niż 24 godziny, by czas tak szybko nie uciekał, abym zdążyła więcej, więcej i więcej. Zatrzymaj dla mnie wskazówki zegara, proszę. Nie zdążę zrobić wszystkiego, nie potrafię, nie chcę? (Idąc przez park szukałam zagubionego czasu, pierwszych oznak szaleństwa i trochę spokoju) 


Nadziejo Moja, co jeszcze dla nas zostało? Czy zostało? (A co jeśli szczęścia nie ma? jest tylko komfort życia, bez pasji, zakochania, tylko trwanie. to co wtedy?)

Twoja Niedoskonałość

poniedziałek, 22 grudnia 2014

Ela mówi...


...że dziś jest dzień szczególny (coś tam z astronomią i te sprawy) i trzeba wypowiadać życzenia, bo mogą się spełnić. Ten dzisiejszy dzień ma taką wielką moc sprawczą. No to wypowiadam.
(Ela także wszystkie "muszę" zamienia na "chcę", bo tak się lepiej żyje)

I co ja bym chciała? Nie chcę Gwiazdki z nieba, bo co ja z taką Gwiazdeczką zrobię? Ani nie posprząta, ani nie ugotuje, po co komu taka gwiazda?

Chciałabym, aby ludzie się szanowali. Żeby nie było tyle złości, tyle zawiści. Żeby każdy z nas znajdował w sobie sam dobre cechy i cieszył się nimi, żeby każdy dzień był dniem zaczętym z uśmiechem. Będzie nam łatwiej. Żebyśmy motywowali siebie do dalszego działania. Dobra krytyka też jest wskazana.

Chciałabym, aby ludzie porzucili stereotypy, żeby byli bardziej otwarci na nowe, bo nowe nie zawsze jest gorsze. Żeby każdy z nas mógł żyć zgodnie z sobą, ze swoimi przekonaniami, z wiarą czy niewiarą, z kim i jak chce. Żeby było tak na luzie.  (i chciałabym kiedyś zatańczyć na ich weselu, tutaj, w naszym kraju)

Chciałabym, aby pomoc otrzymywali ci, którym naprawdę jest ona potrzebna, a nie tym, którym się należy (i mniej Niebieskich Kart, proszę)

Chciałabym, abyście przestali narzekać i zaczęli zmieniać to co ma być zmienione. Do pracy Rodacy!

Chciałabym, aby były tanie loty do Portugalii i aby Panowie w zdrowiu, i dobrym nastroju dotrwali do wakacji, i przetrwali je z moimi futrzakami.

Chciałabym, aby wszystko co zaczęte pozytywnie się skończyło, bez niepotrzebnej złości.
Chciałabym, aby dzieci były dziećmi, a dorośli dorosłymi, z całą odpowiedzialnością, miłością i stanowczością.

Potraktuj to jako życzenia świąteczne, noworoczne, takie na co dzień, takie, które powinny być rzeczywistością, a nie tylko życzeniami. Tego bym chciała.