wyciągam z zakamarków duszy czerwonokrwistą szminkę
z otchłani wspomnień białą sukienkę w niebieskie kwiaty
będę ładna dla Ciebie
(zaczyna się dobrze, nieprawdaż?)
chłodne powietrze owiewa opalone policzki
oczy mrużą się pod pływem ostrego słońca
zobacz, jak wiele jest możliwe
nie można jeszcze przekreślić siebie, kiedy noc taka młoda
zamykam Twoją dłoń w swojej
słyszę jak bije Ci serce
czuję Twoje myśli
dotykamy razem marzeń, które stają się realne i niebieskie
i wolne
od wszystkiego
jak czas, który nie poddaje się normom i zakazom
płyniemy naprzeciw jutrzejszym chwilom
(...)
tu nie ma puenty
nie ma zakończenia
jeszcze nie
nie
teraz
bo ja tak mam, że przy porannej Yerbie wpadają mi do głowy różne pomysły, rozmyślania, idee... nie zawsze mądre i rozsądne, ale czasem... warto je zapisać, więc piszę... rozmyślania szalonego grafomana...
środa, 10 czerwca 2015
środa, 3 czerwca 2015
Mantra
Próbuję złapać szczęście za stopy, a ono ucieka do góry, do góry, ciągle w górę (a ja przecież nie mam skrzydeł). Tak po prostu ucieka. Ma takie różowe stópki i jest tak bardzo głuche na moje wołanie. A może wołam za cicho? Ale przecież nie chcę budzić sąsiadów...
Nie jestem gotowa postawić wszystkiego na jedną kartę. To nie kwestia strachu, a raczej wyboru. Chcę mieć i być. Już. Teraz. Jeszcze nie chcę się poddać, jeszcze szukam, czekam. Jeszcze, jeszcze. Może do jutra?
Jestem mistrzem w utrudnianiu sobie życia, ale nie tylko ja. Robi to co dziennie tysiące osób szukając swojego jutra w oczach tej drugiej (osoby). Jesteśmy masochistami życia, prawda?
Jest dobrze, jest dobrze, jest... - powtarzajmy to jak mantrę. Kiedyś zadziała. Autosugestia ma potężną moc.
wtorek, 21 kwietnia 2015
wszytko już było
Dotarło do mnie dziś, że już miałam
wszytko. Miałam. Byłam kochana, zakochana, umierałam z miłości, ale się jej nie
poddałam (bo ile razy można umierać?) Miałam marzenia, miałam motyle w brzuchu,
miałam ciebie Nadziejo - byłaś mi nawet potrzebna. Tęskniłam tak bardzo, że aż
brakowało oddech, tak bardzo, że łzy same spływały po policzku. Byłam zła na
siebie, na ciebie, że nie jesteś tu, tylko tam. Byłam wściekła na wszystkie
sploty losu, na ludzi, na życie, na to, że nigdy nie ma dobrego czasu na bycie.
Byłam szczęśliwa przeogromny szczęściem... byłam?
To całkiem ciekawe spojrzeć na
swoje życie z dystansem i stwierdzić, że tyle już się przeżyło, że nie trzeba
już nic więcej. To nie jest rezygnacja. To takie swoiste rozliczenie i
uświadomienie sobie, że mam wszystko na co sobie zapracowałam, że już nie muszę
za niczym ani za nikim tęsknić. Mam to, co mogę mieć i więcej nie będzie (tak,
wiem, powtarzam się). Po raz kolejny dotarło do mnie, że "nieczekanie"
może być tak bardzo pozytywne, tak bardzo twórcze i tak bardzo dobre.
Nie myśl jednak, że nie mam już
marzeń. Oczywiście, że mam. Chciałabym nowe drzwi, pomalować kuchnię, nową
szafę. O! rower też bym chciała. Bo ja taka bardzo pragmatyczna jestem. Nie
bujam w obłokach i nie mówię, że trzeba zmieniać świat. Ja tego nie chcę, nie
potrzebuję. Nie mam ochoty walczyć z wiatrakami, już nie. Wszystko się tak
bardzo wyciszyło, a to dziwne, bo mamy wiosnę. A na wiosnę trzeba się zakochać.
Ale ja przecież kocham! Kocham siebie, życie, ciebie. Kocham to co mogę mieć,
bo całą resztę już miałam.
(miałam nawet
zazdrość, a to najgorsze ze wszystkiego, więc ją wyrzuciłam przez okno, z
drugiego piętra. Trochę ją bolało jak upadła. Pewnie się jeszcze do dziś
zbiera, z chodnika)
wszytko już było
umieranie z miłości, też było
niedziela, 29 marca 2015
List w przestrzeń wszechświata (to nie jest wołanie o pomoc)
Are
you with me?
Jestem
falą na oceanie przestrzeni, jestem drgającą struną, które powinna dopasować
swoją częstotliwość do innych strun. Musi, albo nie. Zawsze jest wybór. Mnie się nie udało, albo to życie
zadecydowało za mnie? Oczywiście, że łatwiej powiedzieć, że to los, to fatum,
to coś gdzieś tam w przestrzeni wszechświata mówi jak ma być, rzuca kośćmi i
bawi się w najlepsze. Tylko czy ja tak chcę? Czy życie, nad którym się nie
panuje mi odpowiada? Czy zdanie się na łaskę i niełaskę bogów jest dla mnie?
Jestem
silna, jestem zdecydowana, jestem pewna (siebie). Are you with me? Podążanie
wytyczoną ścieżką nie jest łatwe. Nie musi być. Wystarczy, że się da, że można
co dzień zrobić kilka kroków, że się idzie, do przodu, do przodu, ciągle przed
siebie (bez zadawania zbędnych pytań, na które jest tylko jedna odpowiedź).
Jest dobrze wtedy, kiedy sobie uświadamiam, że już nic innego nie dostanę, nic
już nie będzie.
Nadziejo, wiesz, że dzisiaj nie czekam na ciebie? Dzisiaj jest
ten dzień, ten czas, kiedy możesz spać spokojnie, bo nie jesteś mi potrzebna.
Dzisiaj wiem, że wszystko co miałam dostać, już dostałam, już było. I wiesz co,
Nadziejo moja, jest dobrze. Mogę patrzeć na zachód słońca i podziwiać jego
piękno, bez myślenia co będzie jutro, czy będzie jutro? Mogę snuć plany, mogę
mieć marzenia. Wszystko jest łatwiejsze, jak się zrezygnuje z niemożliwego.
Are
you with me?
Nie musisz odpowiadać, przecież ja wiem.
środa, 18 marca 2015
Ukradkowym spojrzeniem uraczę cię dziś (tyle z tego zostało)
Wybiegła w zielonej koszuli na łąkę pełną maków.
Rozłożyła ramiona i kręcą się dookoła chwaliła Słońce. Za to, że jest takie
wielkie, takie ciepłe, takie jaśniejące. Cieszyła się z pięknego poranka i
pełna dobrych myśli wpatrywała się w horyzont. Tak bardzo oczekiwała, tak
bardzo pragnęła...
...
...
...
Zobacz,
coś nie tak wyszło. Gdzieś zostały marzenia, gdzieś zapodziały się myśli
nieskładne, gdzieś zgubiła się nadzieja. Wszystko jest gdzieś, tylko nie tu.
czwartek, 12 marca 2015
A w ustach słony smak rozczarowania
Pomalowanymi paznokciami pragnę pamiętać, a jednocześnie zapomnieć.
Jestem kobietą. Turkusowym kolorem zamalowuję irytację. Jestem człowiekiem.
Zasypiając po swojej stronie łóżka próbuję przełamać granicę
strachu? samotności? ile jeszcze?
Dlaczego zawsze zastanawiamy się co będzie dalej? dlaczego zawsze, ale to zawsze chcemy mieć plan na jutro, na siebie, na świat? Na swoją świetlaną przyszłość. Chcemy tworzyć i być podziwiani. Chcemy, chcemy, chcemy. Dlaczego tak bardzo boimy się tego, że tam może już nic nie ma dla nas, dla mnie?
Nadziejo, matko głupich i naiwnych. Matko tych, którzy nie boją
się marzyć, a jednocześnie stawiają przed sobą tak bardzo nierealne cele.
Nadziejo, zapomniałaś o mnie, prawda? Ja, Twoje niewdzięczne dziecię składam u Twych stóp wiosenne żółte krokusy. Zostawię w Twoich rękach moje jutro, moje dziś,
moje wszystko. Zostawię i tak będę czekać.
Tak. Na czekanie jeszcze mam trochę siły.
A w ustach słony smak rozczarowania... sobą.
niedziela, 1 lutego 2015
Paróweczka
(uwaga! tekst bez ładu i składu)
Paróweczka ze świnki bez osłonki. To nie ma sensu, prawda? (a już słyszę Twój śmiech) A chcesz,
żeby miało? Musi mieć? Czy wstawanie w niedzielę o 8 rano też nie ma sensu? A
to zależy, odpowiesz. Tak więc wracamy do początku. Wracamy do stwierdzenia, że
"wszystko zależy" od wszystkiego. Od punktu widzenia, siedzenia, od
nastroju, od prawdy ogólnej i szczegółowej, od tego czy pada deszcz (śnieg) czy świeci słońce. Prawda to.
Wszystko od czegoś zależy (a ja zależę od
Ciebie)
Dziś było ładnie. Dziś był długi spacer, z odrobiną myślenia. O
czym? O tym, że ciężko się idzie po śniegu, bo się buty zapadają (ale nie przemokły, dobre buty!), że
samemu to i dobrze, i źle na tym świecie, że czasem coś wejdzie do głowy (jakaś taka myśl uporczywa) i nie
chce odejść, że chcę czy nie chcę, to pojedziesz i będę musiała sobie radzić,
że (mam nadzieję!) już niedługo
wiosna i wszystko będzie łatwiejsze. Dlaczego łatwiejsze? Bo wiosna przynosi
nowe. Dużooo nowego! (nie zawsze dobre to
nowe jest, ale teraz mogę myśleć, że to będzie dobre nowe). Wiosna przynosi
słońce, niebieskie niebo, zieleń i uśmiechniętych ludzi. I to jest dobre. I tak ma być. No. (a odkryłam ostatnio, że lubię czerwone wino. i to też jest dobre)
I trzeba zrobić coś konstruktywnego. Pomalować pokój, jeden, drugi, zalepić dziury. Tak, trzeba zrobić coś konstruktywnego, to wtedy wszystko nabierze większego sensu. Prawda?
Subskrybuj:
Posty (Atom)